Jeśli chcesz nadal czytać najnowsze posty na tym blogu, dodaj się ponownie do obserwatorów (najpierw usuń siebie, potem dodaj). Zmieniłam jakiś czas temu adres bloga, dlatego teraz moje ostatnio dodane posty wyświetlają się tylko tym, którzy dodali się do obserwatorów po tej zmianie. Będę bardzo wdzięczna, jeśli jeszcze tu wrócisz. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 sierpnia 2014

Dotyk Julii - Tahereh Mafi

Tytuł: Dotyk Julii
Autor: Tahereh Mafi
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 336

Talent, umiejętność, dar mogą zdobić człowieka, czynić go wyjątkowym. Co jednak, jeśli taki dar nie jest niczym dobrym, a jedynie przekleństwem? Czy to uprawnia innych do nazywania kogoś potworem? Jak wiele zła może wyrządzić taka siła? Jak żądnym władzy trzeba być, by chcieć wykorzystać ją przeciwko ludzkości, ledwie oddychającemu jeszcze światu?

Siedemnastoletnia Julia Ferrars przebywa w zakładzie psychiatrycznym z powodu zbrodni, której nieumyślnie się dopuściła. Od momentu urodzenia wszyscy traktują ją jak potwora, ponieważ jej dotyk zabija. Od kiedy pamięta zawsze była wyobcowana, trzy lata temu nawet rodzice się jej pozbyli, pozwalając tym samym Komitetowi Odnowy na zamknięcie jej w niewielkim pokoiku, gdzie już nie powinna stanowić dla nikogo zagrożenia. Julia skazana jest na samotność, beznadziejne egzystowanie wśród czterech ścian, smutnych myśli, wspomnień. Jednak pewnego dnia okazuje się, że będzie dzieliła pokój z współlokatorem, Adamem, który odmieni jej życie i sprawi, że nic już nie będzie takie samo.

Język tej powieści jest dosyć specyficzny, przepełniony emocjami i z pewnością nie każdemu się spodoba. Ma prawdopodobnie tak samo dużo przeciwników, co zwolenników. Dlaczego? Ponieważ bardzo często autorka powieści używa górnolotnych metafor, porównań, głównie do opisu uczuć głównej bohaterki. Według mnie tak ozdobny styl pisania bardziej pasuje do takich książek jak fenomenalna „Ania z Zielonego Wzgórza” aniżeli do dystopii. Z jednej strony jest to bardzo dobre posunięcie, ponieważ przeczy niepochlebnym opiniom na temat powieści dla młodzieży, których język nie jest zbyt wyszukany, ale z drugiej strony czasami po prostu irytuje. Z początku styl trochę mnie denerwował, jednak w momencie, gdy akcja w końcu przyspieszyła, przestałam zawracać sobie nim głowę i w pełni skupiłam się na wydarzeniach.

Świat, jaki pobieżnie ukazuje przed nami autorka powieści, jest bardzo zniszczony, stanowi niemalże ruiny tego, co kiedyś jeszcze istniało. Zwierzęta są na wymarciu, rośliny przestały wegetować, a ludzie są zabijani przez obecne władze lub żyją w ukryciu, nieustannie głodując. Natomiast dzieci – te, które jeszcze żyją – mieszkają w specjalnie wydzielonych przez władze dzielnicach, gdzie każdego dnia mają przydzieloną określoną niewielką ilość jedzenia, a ich codzienność polega głównie na ukrywaniu się. Szkoda, że w książce niewiele miejsca zostało przeznaczone opisom rzeczywistości świata dystopii w porównaniu z przestrzenią, jaką zajęła tu miłość, ponieważ jest to według mnie jeden z ważniejszych elementów powieści tego gatunku.

Postacie są jednym z większych atutów tej powieści, chociaż prawdę mówiąc, większą sympatię poczułam do tych drugoplanowych. Julię, czyli główną bohaterkę, poznajemy bardzo dobrze, dzięki pierwszoosobowej narracji i masie przemyśleń, które zajmują dużą część książki. Życie jej nie oszczędzało, nigdy nie była akceptowana, bo każdy, kto spotykał ją na swojej drodze, oceniał ją przez pryzmat niebezpiecznej zdolności. I wynik tego był zazwyczaj taki sam – potwór, dziwadło wymagające izolacji. Jednak dziewczyna nie dała się złamać, wciąż ma nadzieję, że będzie wolna, odleci niczym ptak z jej snów. Adam, współlokator Julii, wielokrotnie wykazuje się odwagą, jest także bardzo czuły, wpatrzony w główną bohaterkę. Warner, człowiek, który dla własnych korzyści chce wykorzystać „potencjał” Julii, to najbardziej zagadkowa postać w tej powieści. Nonszalancki, bezwzględny (bez zmrużenia oka zabija ludzi), niemalże psychopatyczny – tak naprawdę jest chyba zagubiony w świecie, który stale sam niszczy, dlatego też budzi we mnie strach, ale także współczucie. Natomiast moją ulubioną postacią został młodszy brat Adama, James – polubiłam go od momentu pojawienia się w powieści, bo niełatwe życie w stałym ukryciu nie zmieniło jego dziecięcego sposobu postrzegania świata i doceniania nawet najmniejszych rzeczy.

Na koniec nie potrafię powiedzieć, że „Dotyk Julii” mi się nie podobał, ale także nie mogę stwierdzić, że książka ta mną wstrząsnęła czy wywołała rumieńce na mojej twarzy. Jedno jest jednak pewne – sięgnę po jej kontynuację, ponieważ bardzo ciekawi mnie, jak dalej potoczą się losy Julii, Adama, Jamesa i pozostałych bohaterów. Jest coś takiego w tej powieści, że mimo jej niedoskonałości ma się niezwykłą ochotę na powrót do tego skrzywdzonego ludzką zachłannością świata z nadzieją, że jeszcze nie jest za późno na jego ocalenie…

Nadzieja bierze mnie w ramiona i trzyma w swoich objęciach, ociera mi łzy i mówi, że dziś, jutro, za dwa dni wszystko będzie dobrze, a ja jestem na tyle szalona, że ośmielam się w to wierzyć.

Moja ocena: 7/10

***
Wciąż robię ogromne przerwy, chociaż obiecałam, że będę się częściej odzywać. Wstyd mi trochę, ale zamierzam się poprawić. Pisałam, że opowiem na nowym blogu o tym, co dzieje się teraz w moim życiu, ale jak zwykle mam problem, oczywiście nie byle jaki - nie mam pomysłu na nazwę mojego nowego bloga. No i klops. Mam nadzieję, że szybko coś wymyślę.
Cieszcie się wakacjami i ciepłymi wieczorami z książką!


sobota, 17 sierpnia 2013

Delirium - Lauren Oliver

Tytuł: "Delirium"
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 360

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądałby świat bez miłości – przestrzeń, gdzie ludzie mogliby tylko prześlizgiwać się w czasie i umierać, nie zaznając ani trochę czułości? Brzmi strasznie. Ja nigdy nad tym nie rozmyślałam, aż do czasu gdy sięgnęłam po książkę napisaną przez panią Lauren Oliver, która zapewniła mi kilka nieprzespanych nocy oraz wiele skrajnych emocji. Dzięki tej powieści znalazłam się we wspomnianym wcześniej świecie i… przeraziłam się. 
Stany Zjednoczone, wokoło mury, a wewnątrz nieustannie ochrona – w takim otoczeniu żyje główna bohaterka "Delirium", siedemnastoletnia Lena. Do jej osiemnastych urodzin zostało już niewiele czasu, a to wiąże się z zabiegiem, który sprawi, że życie dziewczyny będzie w pełni bezpieczne. Bezpieczne, bo wolne od przebiegłej i okropnej choroby amor deliria nervosa, zwanej inaczej miłością. Nastolatka nie może się już doczekać, kiedy zostanie jej podane remedium gwarantujące szczęśliwe życie bez emocji i pamięci o przeszłości. Jednak niespodziewanie, kilka miesięcy przed zabiegiem, w jej życiu pojawia się ktoś, kto uświadamia jej, że wszystko to, co uważa za właściwe i prawdziwe, jest kłamstwem.
Ostatnimi czasy bardzo modne stały się antyutopie, dużo młodych dziewczyn sięga po takie powieści zapewne za sprawą słynnych "Igrzysk śmierci", które doczekały się już nawet ekranizacji. Z początku nie byłam przekonana do tego gatunku, bo książki o przyszłości jakoś nigdy mnie nie interesowały, ale podczas ostatniej wizyty w bibliotece postanowiłam spróbować czegoś nowego, zdecydowałam się na "Delirium". I śmiało mogę powiedzieć, że był to dobry wybór, a nawet najlepszy! Nigdy nie pomyślałabym, że tak bardzo zafascynuje mnie przedstawiony tu hermetyczny świat, gdzie wszystko musi być sterylnie i wolne od uczuć. Niby idealny, ale zapewnia swoim obywatelom bezpieczeństwo, zabierając im wolność, inwigilując i zamiatając pod dywan nieludzkie działania porządkowych. To chore, paranoja – takie określenia cisnęły mi się na usta po przeczytaniu pierwszych stron tej książki, a jednak zostałam wciągnięta w życie jej bohaterów i całą sobą przeżywałam ich niepowodzenia. Takim sposobem czytałam tylko z krótkimi przerwami na wzięcie oddechu, zapominając o istnieniu innego świata niż ten, który mieści się pomiędzy papierowymi stronami.
Miłość – jedno słowo, niby nic, nieznaczne jak ostrze noża. Właśnie tym jest: ostrzem, krawędzią. Przechodzi przez środek twojego życia, dzieląc wszystko na pół. Przed i po. Cały świat spada na którąś ze stron. Przed i po. I w trakcie – moment na krawędzi.
Styl pisania pani Oliver jest wybitny, rzadko zdarza mi się spotykać z tak dopracowanym i jednocześnie przyjemnym w odbiorze językiem, który dzięki wielu metaforom i wspaniałym porównaniom brzmi jak poezja. Mogłabym wypisać wiele pięknych cytatów o miłości z tej książki, a i tak z pewnością nie wymieniłabym wszystkich. Dialogi, których nie ma za wiele, również prezentują wysoki poziom, bo nie są paplaniem o byle czym (np. o pogodzie), tylko rozmowami, które ściśle dotyczą tego, co dzieje się w powieści. Także tempo akcji jest świetnie dostosowane, szczególnie w drugiej połowie historii, gdzie wszystko nabiera maksymalnej prędkości i nie pozwala na odłożenie książki choć na chwilę.
Magdalena (to pełne imię głównej bohaterki) od pierwszego spotkania była dla mnie zwykła, nudną nastolatką, która nie wyściubiała nosa ze swojej norki i wolała wciąż żyć pod pantoflem, zresztą jak większość obywateli Stanów Zjednoczonych. Dopiero kiedy się zakochała i zmieniła diametralnie swoje poglądy, przestała być mi obojętna. Po prostu zaczęłam żyć jej życiem, nawet przy robieniu kanapki zastanawiając się, czy powinna iść na imprezę, powiedzieć o wszystkim przyjaciółce. Większość pozostałych bohaterów to szara masa, która na ślepo brała to, co dyktowało Konsorcjum i jego propaganda, jednak nie warto się na nich skupiać, bo nie brakuje tu także świetnie wykreowanych i różnorodnych charakterów. Wśród nich jest Grace (od razu zdobyła moją sympatię), kilkuletnia dziewczynka, która nic nie mówiła, z powodu czego wszyscy myśleli, że jest niedorozwinięta, ale to nieprawda – i Lena o tym wiedziała. Oczywiście muszę wspomnieć też o Alexie, inteligentnym i czarującym chłopaku, który pokazał Lenie, jak piękne jest życie i czym jest prawdziwa wolność, to zdecydowany motor większości pozytywnych wydarzeń.
Czasem mam wrażenie, że jeśli się tylko obserwuje rzeczy, siedzi się spokojnie i pozwala światu wokół nas po prostu istnieć, to wtedy na krótką chwilę czas zastyga i świat zatrzymuje się w ruchu. Tylko na krótką chwilę. I jeśli komuś uda się żyć w takiej chwili, będzie żył wiecznie.
"Delirium" to powieść, która zawładnęła moim umysłem i porządnie nim wstrząsnęła. Dopiero teraz doceniłam to, że nikt nie każe mi rezygnować z uczuć, nie ogranicza mojej wolności oraz nie ingeruje w moje życie. Dzieło pani Lauren Oliver w stu procentach zasługuje na uwagę, bo mimo że wszystko dzieje się w fikcyjnym świecie, to jednak ma się wrażenie, że jest on rzeczywisty – a wszystko dzięki żywym bohaterom i nieustannie towarzyszącym podczas czytania skrajnym emocjom. Już teraz, kiedy ochłonęłam trochę po mokrym od łez zakończeniu, mam ogromną ochotę na zapoznanie się z kontynuacją "Delirium", bo w głowie kłębi mi się jeszcze wiele pytań, które oczekują odpowiedzi.
Moja ocena: 10/10
Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania 

***

Ta piosenka po prostu idealnie pasuje do Delirium i chyba już zawsze będzie mi się kojarzyła z tą książką. ♥